Zakup busa na pierwszego campervana, czyli wybór nie tak oczywisty

Uwielbiamy Off-road. Do tej pory podróżowaliśmy terenówką Mitsubishi Pajero III. Naszego Miśka vel Pajurę uzbroiliśmy w zabudowę, gdzie po całym dniu ujeżdżania czy zwiedzania, mogliśmy coś ugotować i się przespać.

Zabudowa Mitsubishi Pajero III

Gdybyśmy podróżowali tylko we dwoje, byłoby nawet wygodnie, ale… Jeździ z nami jeszcze bardzo wymagający pasażer, labrador Czesław.

Nasz dzielny pasażer Czesław

Tak na dobrą sprawę, decyzję o zakupie busa podjęliśmy ze względu na naszego czworonożnego przyjaciela, co by mu wygodnie było.

Budżet, jaki chcieliśmy przeznaczyć na zakup auta to 20 000- 25 000 zł.

Na początku rozważaliśmy 3 opcje: Trafic, Vivaro oraz T3/T4.

Jeździliśmy, oglądaliśmy, robiliśmy przymiarki. Z jednego komisu właściciel prawie nas przegonił, kiedy zajrzał do środka w momencie, kiedy leżeliśmy na podłodze. Sprawdzaliśmy akurat, czy wejdzie łóżko, a Pan przyszedł z pytaniem, czy nam pasuje… 🙂 Nie wiem, co on właściwie sobie o nas pomyślał, ale jego zdziwiona mina wyrażała więcej nic tysiące słów 🙂

Jak wiadomo, apetyt rośnie w miarę jedzenia, dlatego w trakcie przedłużających się poszukiwań “naszego idealnego busa” wpadł nam do głowy pomysł na coś większego. Skoro chcemy przerobić go na kampera, fajnie by było, gdybyśmy mogli w nim normalnie stanąć, ugotować posiłek czy wygodnie wziąć prysznic.

Tak zrodził się pomysł na zakup karetki.Wydawało nam się, że przy niewielkim nakładzie pracy uda się ją szybko przerobić na kampera, przecież szafki już są, instalacja wodna czy często ogrzewanie już zrobione, przejście z kabiny kierowcy do części sypialnianej też. Nic, tylko kupować…

Szybko jednak porzuciliśmy ten pomysł. Wszystkie ambulanse w tym przedziale cenowym były albo uszkodzone, albo koszmarne (wyglądały tak, jakby przed chwilą wiozły pacjenta z wypadku).

Kolejne miesiące mijają, a my dalej nie kupiliśmy auta…

Skoro nie mały bus ani karetka, stanęło na dużym blaszaku. Pod uwagę braliśmy: Mercedes Sprinter, Citroen Jumper, Renault Master oraz Iveco Daily. Po lekturze opinii użytkowników, odrzuciliśmy rdzewiejące mesie i zawodne silnikowo “cytrynki”. Pozostało Iveco oraz Renault. Daily można spotkać w wersji 4×4, co nas niezmiernie ucieszyło. Ceny takich egzemplarzy okazały się jednak dość zaporowe i do wyboru został tylko Master. Dlaczego akurat on? Stosunkowo tani w naprawie (brak dwumasy, koszt wtrysku +/- 700zł, nadwozie w ocynku, co przedłuża mu troszkę żywotność).

I kiedy myśleliśmy, że podczas oględzin nic już nas nie zaskoczy, tu pojawił się kolejny sprzedawca: handlarz, właściciel warsztatu samochodowego. Jedziemy do niego 300km, a tam auto odpalone, siwy dym z rury wydechowej (chyba przeganiał komary… w listopadzie??), twierdzi, że przed sekundką odpalił, żeby koło napompować…. A przez telefon zapewniał “taki idealny egzemplarz, pod kocem chowany, sam bym go kupił”…

Z lekka już zrezygnowani i wkurzeni mieliśmy wracać do domu. Przeglądamy ostatni raz ogłoszenia z okolicy, w której aktualnie byliśmy i… JEST! HIP HIP HURRRRRA!

Nasz piękny, nasz wymarzony, Renault Master 2,5 DCI L3H2. KUPUJEMY!!!!

I tylko na drugi dzień, kiedy emocje już opadły, okazało się, że jednak nie jest taki piękny… 😉

Ciąg dalszy z przebudowy Renault Master L3H2 na kampera niebawem 😉

Ten post ma 3 komentarzy

  1. Mirek

    Masterki gniją pod listwami. TO trzeba sprawdzić przed zakupem aby zbić parę złotych. Ale to nie tragedia bo blacharz wyspawa za 1000 zł. U mnie tak było. Ale te auta potrafią ponad milion przekręcić. Oglądałem takiego co miał 1 200 000 km i bardzo ładnie wyglądał.

  2. Andreas Wędrowycz

    Ehh i nie miał człek kłopotu . To budował campervana będzie 😁

  3. rick yehson

    great!!!!!!

Dodaj komentarz