Odszczurzanie Vandrowycza, czyli pierwszy etap przebudowy.

Nie, nie! Szczurów tam nie było 😉 Chociaż patrząc na ilość brudu, jaki nagromadził się pod sklejką przez lata, aż dziw bierze, że nie było tam lokatorów z długimi ogonami.

Blaszak Master

Z każdą kolejną odkręconą sklejką zastanawialiśmy się, czy aby na pewno podjęliśmy słuszną decyzję, kupując ten egzemplarz Renault Master. Skrobanie zeschniętego brudu, szorowanie, mycie różnego rodzaju detergentami pochłonęło nam dobre 2 dni. Tu, niezawodny oczywiście, okazał się zielony, dwuskładnikowy środek do czyszczenia plandek 😉 Bez niego szorowanie pewnie zajęłoby tydzień.

W między czasie zdemontowaliśmy ścianę grodziową, aby mieć swobodne przejście między kabiną kierowcy a paką, czyli częścią sypialnianą.

Następne kilka tygodni należały do męża, czyli doprowadzenie karoserii do porządku. 

Wymiana listew, lamp, zamków (mocować drzwi). Czyszczenie oraz szpachlowanie drobnych ognisk rdzy.

Lakierowanie karoserii zimą okazało się nienajlepszym pomysłem.

Ku naszemu zaskoczeniu, w nocy, kiedy lakier jeszcze nie zastygł zbyt dobrze, wyskoczył mróz.

-5!

W styczniu!

Co za zaskoczenie 😉 

Samochód pod chmurką, bo garażu nie posiadamy, a tu lakier po 2 dniach dalej miękki. Nie pozostało nic innego, jak oczekiwanie na słoneczny dzień i ustawianie się do promieni. Takim oto sposobem po 4 dniach powłoka lakiernicza zdołała się utwardzić.

Nasza Renata Vandrowycz gotowa była na przeprowadzenie pierwszych cięć. 

Dzięki uprzejmości kolegi, który użyczył nam swojej hali na kilka dni, mogliśmy wjechać do suchego i w miarę ciepłego pomieszczenia na montaż okien dachowych. Jedno okno chcieliśmy zamontować nad łóżkiem, drugie w łazience. Trzecie było już wstawione przez poprzedniego właściciela i wypadło nad przejściem. Rozmieszczając okna musieliśmy pamiętać również o przyszłym montażu panelu solarnego na dachu.

Do cięcie użyliśmy szlifierki kątowej oraz wyrzynarki z nożem do blachy.

Po dokładnym oczyszczeniu ciętych miejsc oraz zaimpregnowaniu ich podkładem epoksydowym przed ewentualnym pojawieniem się rdzy, przystąpiliśmy do montażu.

W tym celu wcześniej przygotowane zostały drewniane listewki, do których przymocowane zostały okna. 

Klej, jaki użyliśmy do wstawienia okien to DEKASEAL 8936.

Niezbędne okazały się ściski, którymi dociągnięte zostały ramy okna do blachy. 

O ile montaż nowych okien nie sprawił większych problemów, o tyle najwięcej “zabawy” było z oknem zamontowanym przed poprzedniego właściciela Mastera. Do przyklejenia użył trzech rodzajów silikonów. Nic w sumie dziwnego, ponieważ otwór w dachu był strasznie krzywy. 

Poprawianie trzeciego okna zajęło więcej czasu, niż montaż dwóch wcześniejszych. 

Po montażu okien przyszedł czas na ocieplanie. Co wybraliśmy i jak nam to poszło opiszemy przy kolejnym etapie. 

Dodaj komentarz